sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 21

Shiereen zdążyła zrobić unik zanim trójząb wbił się jej w łydkę. Sai zmieniły się w dwa długie miecze o lekko zakrzywionych ostrzach. Broń przeciwnika również przeszła transformację, teraz trzymał on dwuręczny miecz. Rebeka odparowała kolejny cios. Po czym wytraciła z łapy miecz kolejnemu przeciwnikowi i zadała mu cięcie w udo. Następnie odparowała kolejny cios czarnego stwora i odpowiedziała tym samym, udało jej się zranić go w bark. Gdzieś obok Szejtan warczał, ale nie miała czasu na to aby na niego spojrzeć.
      Stworzenia przypominające szakale, były o wiele groźniejszymi przeciwnikami niż wampiry z którymi walczyła kilka dni temu. Wampiry działały bez planu, nie były przeszkolone w walce i były zbyt pewne siebie. Sądziły że przewaga liczebna  pozwoli im wygrać. To je zgubiło.
      Natomiast szakale doskonale walczyły, były zgrane i miały przewagę liczebną. Po kilku minutach jeden z nich wytrącił jej miecz z ręki, chwile później kolejny. Poczuła uderzenie w tył głowy i wszystko ogarnęła ciemność.
      Obudziła się ona w jakimś ogrodzie. Słońce przyjemnie pieściło jej skórę i skrzydła. W powietrzu unosiła się ciężka woń kwiatów. Wiatr poruszał listkami drzew i kwiatami które tam rosły. Jedne z nich były dla niej znajome inne nie. Rosły tam tam jabłonie, magnolie, narcyzy, storczyki, róże a także kwiaty których nigdy nie widziała. Jedne z nich były bardzo jaskrawe inne nie przyciągały wzroku swoim kolorem, ale za to miały bardzo dziwne kształty.
     Dopiero po chwili zauważyła że nie jest sama w tym ogrodzie. W drewnianej altance siedziała kobieta około 30, miała ona jasne włosy i ciepłe, wesołe niebieskie oczy. Ubrana była w białą sukienkę, spiętą srebrnym pasem w talii. Była bardzo ładna.
     - Usiądź obok mnie. Musimy porozmawiać, a nie mamy wiele czasu. - jej głos był łagodny acz stanowczy.
     Shiereen mimowolnie posłuchała jej i usiadła naprzeciwko blondynki.
     - Moje imię to Nefretete. Ty i ja znajdujemy się obecnie w twoim śnie, inaczej nie mogę się z tobą porozumieć. A teraz przejdźmy do rzeczy. Czy wiesz co działo się przed twoim przebudzeniem w Chamunaptrze?
      Shiereen przypomniała sobie dzień gdy 352 lata temu obudziła się na Saharze. Nie miała wtedy pojęcia o tym gdzie się znajduje, i jak się tam znalazła. Kilkakrotnie próbowała szukać tego miejsca po tym jak je opuściła.Sądziła że znajdzie może tam jakąś wskazówkę na temat swojej przeszłości.
       - Nie. - odpowiedziała krótko.
       - Będzie to dla ciebie trudne do przyjęcia. Ale proszę uwierz mi.... Urodziłaś się przeszło 3 tysiące lat temu w Egipcie. Narodziłaś się martwa, twoje serce zaczęło bić dopiero kilka minut po twoich narodzinach. Istniała legenda o takich dzieciach jak ty, które wróciły do świata żywych.Mówiła ona że takie dzieci w zaświatach zostawiają swój cień, złą stronę swojej duszy i wracają na ziemię jako istoty czyste. Dzieci takie miały być związane ze śmiercią, ponieważ wróciły one z zaświatów.Twoja matka dała ci na imię  Shiereen co oznacza poświęcona, i  oddała cię do świątyni gdzie po wielu latach nauk został ci wytatuowany znak przynależności do boga Anubisa i zostałaś jego kapłanką. Twoja starsza siostra Amora była zazdrosna, ponieważ ona żyła ubogo i musiała pracować na roli wraz z matką i ojcem.
       Pewnego dnia przyszła ona do świątyni i dźgnęła cię nożem, a następnie pozostawiła abyś się wykrwawiła. Mimo tego że Amora chciała twojej śmierci, ty jej wybaczyłaś. Wzruszyło mnie to jaka dobra byłaś, dla swojej morderczyni. Zeszłam na ziemię, uleczyłam twoje rany i dałam ci boską moc i uczyniłam cie jedną z moich córek.
       Twoja dusza była nieskalana żadnym grzechem. Szeptałaś do mężom aby nie zdradzali swoich żon, lub by wybaczali im zdrady. Mówiłaś wspólnikowi aby nie oszukiwał wspólnika. Śpiewałaś zwierzętom i roślinom. Skracałaś cierpienie zwierzętom które mogły cierpieć jeszcze kilka dni. Nigdy nie zbliżyłaś się do żadnego mężczyzny, chociaż wielu ludzi i bogów zabiegało o twoje względy.
        Twoja siostra nadal pałała do ciebie nienawiścią. Widziała że uratowałam ciebie. Nadal chciała twojej śmierci. Zaczęła modlić się i składać ofiary dla boga Seta aby ten dał boska moc aby mogła cie zabić. Bóg chaosu kazał jej zabić matkę i ojca co zrobiła. Set dał jej moc której tak pragnęła, od tego czasu miała mu służyć.
        Bóg kazał porwać cię, swoim poplecznikom. Zbierał on armię, chciał zemścić się na ludziach którzy nie chcieli już czcić go jako boga, chciał zawładnąć Egiptem i innymi krainami ( od autorki:Grecja, Rzym itp). Przeciągał on na swoja stronę bogów i boginie. Chciał też abyś i ty mu służyła.
        Udał się on do krainy umarłych i wyprowadził z tamtąd twój cień po czym połączył go z tobą. Zawładnęła tobą ciemność. Zaczęłaś mordować ludzi, torturować ich. Zmuszałaś potwory do tego by służyły Setowi.
        Pewnego dnia wydał wydał on ci rozkaz tego abyś przebudziła 5 jaj jakiegoś stworzenia. To właśnie dla tego Set kazał cię porwać i sprowadził twój cień z Otchłani do świata żywych. Tylko ty potrafisz to zrobić. W końcu udało ci się, smoki wykluły się. Nawiązałaś z nimi więź, były posłuszne tylko tobie. Set był wściekły, miał cię zabić po wykluciu smoków. ..
       Coś się działo, Rebeka to czuła. Kwiaty nagle zwiędły. Liście uschły i opadły, nagie gałęzie drzew sięgały po nią.
       - Shiereen, musisz mi zaufać. To co ci powiedziałam to prawda. Set będzie próbował znów przeciągnąć cię na swoja stronę. - teraz jej głos był przepełniony paniką. Nefretete wypowiadała słowa z szybkością karabinu maszynowego. Stawała się coraz bledsza, jej skóra zaczęła pękać i łuszczyć się - Nie...wolno...musisz...mrok...on...dopaść.
       Shiereen obudziła się z okropnym bólem głowy. Przez kilka sekund nie wiedziała, gdzie jest ani co się stało. Dopiero po chwili przypomniała sobie wszystko. Natychmiast poderwała się, gotowa do obrony. Zakręciło się jej w głowie. Nadal była człowiekiem, teoretycznie. Choć inaczej nie mogła nazwać stanu w którym się znajdowała, nie miała żadnych nadnaturalnych zdolności.
       Siedziała na ogromnym łóżku w zaciemnionym pokoju. Część pomieszczenia w której się znajdowała wyglądała na sypialnię. Stały w niej łóżko, komoda stoliki nocne i kilka podobnych mebli. Sypialnia przechodziła w następne pomieszczenie. Przeszła do kolejnego pomieszczenia, które wyglądało na salon. Były tam stoły, biurko, komoda i sofa. Wszystkie drewniane meble, zostały wykonane z ciężkiego drewna i każdy z nich był bogato zdobiony płaskorzeźbami. W pokojach znajdowały się okna a raczej wycięcia w murze, jednak gdy wytężała swój ludzki wzrok widziała jak widok za oknem lekko faluje. Oznaczało to że okno jest zabezpieczone zaklęciem. Ciężkie drzwi pewnie też były zabezpieczone.
        Nie mogła zrobić dosłownie nic. Nie miała magii ani żadnych wrodzonych nadnaturalnych zdolności. Zaczęła analizować swoja sytuację. Nie wiedziała kto zlecił jej porwanie, ani kim byli porywacze. Porwanie dla okupu nie wchodzi w grę, takie sytuacje w Prawdziwym świecie nie istnieją. Jeżeli nie została zabita do tej pory to istniały dwie opcje. Ten kto zlecił porwanie czegoś od niej chce. A druga alternatywa to to że ktoś chce wyrównać z nią porachunki. Do głowy przychodziły jej tylko wampiry. Ale one nie zleciłyby jej porwania przerośniętym szakalom. W jej głowie rodziło się coraz to więcej teorii.
        Po jakimś czasie przypomniała sobie o dziwnym śnie. Wydawał się on jej bardzo rzeczywisty. Nikt nie wiedział o tym że przeszło 300 lat temu obudziła się w Chamunaptrze, mitycznym mieście umarłych, z amnezją. Podczas gdy nie mogła władać magią, była podatna na ataki umysłowe, to by wyjaśniało ból głowy. A może to jej własna głowa płata jej figle? Sama nie wiedziała co myśleć o słowach tej kobiety, było w niej coś znajomego. Nefretete mówiła o niej tak jakby ja znała....
        Ktoś wszedł do drugiego pomieszczenia...


     
     Mamy kolejny rozdzialik. Szaleje. Kolejne rozdziały pojawiają się szybciej niż wcześniej. Korzystam z tego że mam wenę i długi weekend. Zapraszam wszystkich na mojego nowego bloga
http://historiesztyletnicy.blogspot.com/
Kurcze bym zapomniała. Za szablon serdecznie dziękuję  Zaczarowanym-Szablonom.

 Proszę was. Komentujcie, to już ostatnie rozdziały na tym blogu. Zróbcie przyjemność tej smutnej dziewczynie i komentujcie jej wypocimy.

P.S. Następna notka pojawi się na http://historiesztyletnicy.blogspot.com/     Serdecznie zapraszam.

     

środa, 30 października 2013

Rozdział 20

Shiereen patrzyła jak powoli czarna trumna, zostaje spuszczona w dół. Kapłan recytował jakieś formułki na ostatnią drogę zmarłej. Kilkoro ludzi z miasta którzy najprawdopodobniej znali Maggie, odpowiadało na słowa księdza. Ale myli zielonookiej błądziły gdzieś daleko. Podczas mszy, wyczuła ona że ktoś użył potężnej magi w okolicy. Jej intuicja podpowiadała że nie wróżyło to niczego dobrego, a zazwyczaj miała rację.
     Rebeka wróciła do rzeczywistości gdy ludzie zaczęli wrzucać kwiaty do zasypywanego już grobu, ona zrobiła to samo. Wrzuciła 3 białe róże to grobu i wyszeptała formułę którą Nocni Łowcy żegnali swoich poległych. Po czym odeszła. Szybko przemierzyła cmentarz, wsiadła do samochodu, który dostała jako auto zastępcze na czas naprawy jej poprzedniego auta. Czuła że coś ma się wydarzyć, ale nie wiedziała co. Kiedy wjechała do lasu, uczucie się nasiliło. W czasie jazdy sprawdzała umysłem teren wokół siebie. Nie wyczuwała niczego podejrzanego, tylko zwierzęta. Wchodząc do ich umysłów wyczuwała że one również jak ona są zdezoriętowane a niektóre nawet wystraszone i wystraszone.
      W końcu dotarła na polane gdzie stał jej dom. Kiedy weszła do środka Szejtan o mało co się na nią nie rzucił. On również był nerwowy. Dziko machał ogonem, napinał i rozluźniał mięśnie, wyglądał przez okna i od czasu do czasu powarkiwał cicho. Nie odstępował jej także ani na krok.
      Ona również była zdenerowowana, nie mogła usiedzieć na jednym miejscu, nawet medytacja nie pomagała. Najpierw wzięła kilka sztyletów, naostrzyła je i wyczyściła, później rzucała nimi do tarczy. Następnie bawiła się jednym z nich wbijając go w stół i wyciągając.
      Atak nastąpił niespodziewanie. Dało się słyszeć  odgłos łamanego drzewa i upadającego na ziemię. Intruzi nie bawili się w podchody. Rebeka sądziła iż będą chcieli zaatakować z znienacka, zaskoczyć ją. Chcieli aby wyszła z domu. "Dobrze", pomyślała.
      Szejtan zerwał się z podłogi, z zjeżona na karku sierścią i obnażonymi kłami. Rebeka ukucnęła i  zanurzyła rękę w jego sierści, była ona krótka i ciemna jak u pantery. Czuła drganie mięśni pod skórą. Tatuaż na nadgarstku zaczął ja piec.
        - Spokojnie, to może być zasadzka.
       Powoli ruszyła w stronę drzwi, w dłoniach trzymała sai. Teraz była spokojna, chociaż jeszcze kilka minut temu była podenerwowana, jej głowę zaprzątały tysiące myśli. Tak było zawsze, przed walką zawsze była spokojna i opanowana.
       Wyszła na zewnątrz. Napastnicy stali zaraz za linią chroniąca dom, byli ukryci w cieniu drzew, ale ona ich widziała i ich wygląd lekko nią wstrząsnął.
       Napastnicy wyglądem przypominali wilkołaki, ale  dało zauważyć się różnice w budowie ciała. Te stwory bardziej przypominały dzikie psy lub szakale niż wilki. Ich pyski były węższe niż u loup garou(wilkołak), mieli oni także szpiczaste stojące uszy. Ich przednie łapy nie były tak długie jak u wilkołaków, i posiadały przeciwstawny kciuk, który umożliwiał im trzymanie broni, włuczni i krótkich mieczy. Były one bardzo chude, ale za to miały szerokie barki. Stwory były ubrane w lekkie skórzane zbroje i spódniczki na biodrach, niektóre z nich miały w uszach złote kolczyki. Shiereen wydawało się iż już gdzieś widziała takie stworzenia, ale nie mogła sobie przypomnieć gdzie. Za chwilę miała walczyć, teraz nie miała czasu na zastanawianie się. Mogła zostać w środku pola i poczekać aż potwory się znudzą, ale ona nigdy nie uciekała od walki i tym razem miało być podobnie. Ale najpierw chciała wiedzieć kto je przysyła i czego chcą.
        Jeden z nich zrobił kilka kroków w przuód, jednak zatrzymało go magiczne pole. Patrzył on przez chwilę na nią i ona na niego. Zauważyła że jest wyższy i roślejszy od pozostałej 7 swoich pobratymców. A także to że trzyma w łapie złoty trójząb.  Miał on też niesamowite bursztynowe inteligętne,oczy, jego sierść była czarna. Powiedział on coś do niej. Jednak nic z tego nie zrozumiała słowa były zniekształcone. Jego głos przypominał ludzki ale bardziej przypominał warkot.
       Przywódca patrzył na nią przez chwilę jakby oczekiwał odpowiedzi, nic nie wskazywało na to że by on lub jego pobratymcy chcieli walczyć, wszyscy stali spokojnie. Czarny stwór cofnął się o kilka kroków co uczyniła także reszta. Podniusł on głowę do nieba, słońce kończyło swoją wędrówkę, ale na niebie było już widać bladą poświatę księżyca. Trójząb w jego łapie, zaczął robić się czarny, a między jego zębami przeskakiwały błyskawice. Stwór cisnął nim w magiczne pole ochronne, które przełamało się, po pierwszym ciosie.
        "Nadszedł czas na walkę", zdążyła tylko pomyśleć, zanim czarny potwór nie wymierzył w nią pierwszego ciosu....
     


  Komentujcie.
  Zapraszam do czytania mojego kolejnego bloga. Jest on tak jakby dalsza częścią tej historii.   Chociaż ten blog jeszcze się nie skończył to pisze już jego dalsza część, wiem, mądre to. Ten bloga ma jeszcze dosłownie kilka rozdziałów i epilog. Będę chciała go zakończyć jak najszybciej, aby zachować chronologiczność wydarzeń na obu blogach. Nieważne i tak tego nie zrozumiecie, pewnie. Zapraszam na " Drugie życie Raven Black"   http://historiesztyletnicy.blogspot.com/

środa, 16 października 2013

Rozdział 19

Brat zaczął wycinać jej coś na plecach w miejscu gdzie miała tatuaże. Ostrze musiało być pokryte jakąś substancją bo rany nie goiły się. Po kilu minutach Ezechiel odłożył nóż, położył ziemne, kościste dłonie na jej łopatkach i zaczął recytować jakieś zaklęcia w nieznanym jej języku.
    Powietrze zgęstniało, stało się ciężkie. Magia była niemal namacalna. Słowa w nieznanej jej mowie wibrowały w pomieszczeniu, Shiereen czuła ich siłę. Pierwsza fala palącego bólu pojawiła się niespodziewanie, rozlewał się on po całych plecach, po czym wędrował do kończyn. Kilka sekund po pierwszym ataku bólu przyszedł kolejny, równie silny co poprzedni, jednak tym razem kobieta była przygotowana i leżała spokojnie. 
    Fale przychodziły jedna po drugiej, po jakimś czasie stały się słabsze, a może to ona traciła świadomość, tego nie wiedziała. W końcu Brat zdjął dłonie z jej pleców. Ciało Shiereen oblewała mała warstewka zimnego potu. Kobieta rozluźniła zaciśnięte w pięści dłonie i szczeki, oddychała ciężko. Brat wyszedł po kilku minutach zabierając ze sobą tobrę. Zielonooka, jeszcze przez jakiś czas leżała na kamiennym stole. W końcu podniosła się powoli, każdy najmniejszy ruch przypłacała okropnym bólem.
     Mało który człowiek który chciał opuścić Bractwo Czarnego Sztyletu, usuwał tatuaże. Teraz rozumiała dlaczego, niewielu ludzi przeżyłoby taki zabieg, a ci którzy przeżyliby go pewnie do końca życia byliby kaletami. 
     Powoli ubrała się. Gdy tylko zapięła zamek błyskawiczny kurtki do środka wszedł Brat Ezehiel, podając jej gliniany kubek z mieszanka jakijś ziół.
     - To wywar z polnych ziół. Uśmierzy ból i doda ci sił. - znów głos rozlegał się w jej głowie.
     Rebeka ufała Cichym Braciom, więc nawet nie sprawdzała czy napój jest zatruty, i po prostu do wypiła. Kiedy skończyła odstawiła kubek na kamienny stół. Na jego brzegach zaschła jej czarna, demoniczna krew. 
     - Zaprowadzę cie do wyjścia, Shiereen.
    W odpowiedzi kobieta ruszyła do drzwi. Ból rzeczywiście nie był tak dokuczliwy jak wcześniej. Tak jak poprzednio, kobieta nie spotkała żadnych innych Cichych Braci. Po jakimś czasie wpadła jej do głowy pewna myśl.
      Brat odpowiedział na jej pytanie zanim zdążyła je zadać.
      - Niestety ale nie będę mógł ci pomóc, ale będę szukał odpowiedzi na twoje pytanie w naszych księgozbiorach.
     - To niepotrzebne, Bracie Ezehielu, nie chce zawracać ci głowy swoimi problemami.
     - Zrobię to z radością Shiereen. Tu w podziemiach nie mamy zbyt wielu zajęć.
     Nagle znaleźli się przed schodami prowadzącymi do świątyni. Pożegnała się z Bratem i weszła na górę. Gdy tylko postawiła stopę na pierwszym kamiennym schodku, właz zaczął się odsuwać. Więc nie musiała robić niczego aby go odsunąć. Kiedy była juz prawie u szczytu schodów w głowie usłyszała spokojny głos Brata Ezehiela " Może i nie będziesz mile widziana przez Nocnych Łowców, lecz my chętnie będziemy widzieć twoje wizyty Drakofas Newar."
       Rebeka odwróciła się, jednak jej oczy nie mogły przeniknąć ciemności. Odwróciła się i wyszła na posadzkę, właz zasunął się nie wydając najmniejszego odgłosu. Idąc do wrót świątyni zastanawiała się nad tym co może oznaczać "Drakofas Newar". Najprawdopodobniej były to słowa z języka którym porozumiewali się między sobą Cisi Bracia. Jednak te dwa słowa wydawały się jej być znajome, i sama nie wiedząc czemu chciała poznać ich znaczenie. Jednak wiedziała że żaden z Braci nie powie jej co oznaczają, byli bardzo skryci i mieli wiele tajemnic, przed istotami z zewnątrz.
     Kiedy wyszła na zewnątrz, poczuła słaby zapach krwi. Idąc za jego śladem doszła do jednego z tajnych wyjść ewakuacyjnych, które wychodziły z lochów i kończyły się na tyłach budynku Bractwa. Idąc w stronę źródła zapachu krwi, natkneła się na ślady dość sporych wilczych łap, i końskich kopyt zakończonych pazurami, które ktoś próbował zatrzeć. Taka sztuczka mogła udać się z człowiekiem, ale ona miała o wiele lepszy wzrok, który wyłapywał więcej szczegółów niż ludzki wzrok.
      Miejsce w którym powinno znajdować się zamaskowane przejście teraz była dziura. Powoli weszła do środka. Już będąc przed wejściem wyczuła odór śmierci. 2 strażników zostało rozszarpanych na strzępy. A 3 został zabity wbiciem noża w serce... Kobieta uśmiechnęła się... wychodząc z lochów, zastanawiała się nad tym jak ta kobieta zdołała przełamać jej czar.A może to nie ona? - pomyślała.



  Rozdział krótki, tak wiem. Następny będzie dłuższy.
  Mam do was pytanie. " Kim  są uciekinierzy"? - Odkrycie tożsamości jednego z nich to będzie raczej banał, ale kto uciekał na koniu? Odpowiedzi można podawać w komentarzach lub na numer gg.
    Pozdro dla wszystkich czytelników. : )

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 18

 W końcu Rebeka znowu znalazła się na polanie. skierowała się do kolejnego budynku który stał na polanie.
     Był on mniejszy od siedziby Nocnych Łowców. Budynek był wykonany z tego samego, materiału co "Dom" Bractwa. Na drewnianych, ciężkich wrotach wyryte były poskręcane, skomplikowane znaki. Nikt poza Cichymi Braćmi nie wiedział co one oznaczają. Po obu stronach drzwi były umieszczone kolumny z białego kryształu. Wokół każdej z nich owijał się jeden czarny wąż. Bestie szczerzyły kilkunasto centymetrowe, czerwone kły i patrzyły z nienawiścią na każdego kto chciał wejść do budynku.
    Kobieta pchnęła drzwi i weszła do środka. Wrota jak zawsze zamknęły się bez najmniejszego skrzypnięcia.
   W środku panował półmrok, przez niewielkie okna nie przebijało się niewiele światła. Jednak to nie przeszkadzało kobiecie. Wnętrze podzielone było na trzy nawy dwoma rzędami czarnych kolumn. Wokół każdej z nich owijały się rośliny o ciemnobrązowych łodygach i liściach oraz czerwonych kwiatach. Po obu stronach środkowej nawy ciągnęły się dwa rzędy kamiennych ławek. W ścianach wykute były nisze w których kryły się różnorakie potwory. Smoki, cyklopi, gryty, lehbaki,strzygonie,wiwerny, harpie i wiele innych. Każdy ze stworów był przerażający. Wyglądały tak jakby za chwile miały opuścić swoje nisze i rzucić się na każdego kto będzie śmiał podejść do nich.
    Shiereen weszła między dwie ławki i skierowała się do węża morskiego. Ciało stwora tak jak wszystko było wykonane z czarnego kryształu, tylko oczy były błękitne. Potwór miał najeżone kolcami ciało i wyglądał tak jakby szykował się do ataku. Kobieta podeszła do niego i pociągnęła jeden z kolców, który przesunął się aby następnie wrócić na swoje miejsce.
    Zielonooka nie usłyszała nawet najmniejszego szmeru, przesuwanego mechanizmu, gdy za ołtarzem pojawiła się wyrwa. Zielonooka skierowała się do kamiennego stołu. Po czym zeszła kamiennymi schodami do siedziby Cichych Braci. Właz zamknął się za nią bez żadnego odgłosu.
    Kobieta znalazła się w całkowicie nieoświetlonym korytarzu. Powietrze tam było wilgotne i śmierdziało stęchlizną. Ruszyła przed siebie w nieokreślonym kierunku. Cisi Bracia byli bardzo potężnymi magami i byli przy tym bardzo tajemniczy. Nikt nie potrafił zapamiętać rozmieszczenia pomieszczeń i korytarzy.  Niewielu ludzi potrafiło zapamiętać cokolwiek z wizyty w podziemiach świątyni.
    Przez jakiś czas szła bez celu. W końcu za zakrętu wyszedł jeden z Cichych Braci. Był to mężczyzna ubrany w czarny habit związany w pasie. Jego twarz ukryta była w głębokim kapturze. Ale Rebeka doskonale widziała jego twarz. Trudno było określić wiek, twarz była bardzo dziwna, mogła należeć do dziecka lub starca. Usta były zaszyte gruba nicią. Błękitne oczy były bardzo poważne, kryła się w nich mądrość i setki lat życia. Rebeka poczuła jak ktoś delikatnie próbuje dostać się do jej świadomości. Opuściła bariery umysłu.
    - Witaj bracie Ezehielu - odezwała się pierwsza,
    - Witaj Shiereen - Brat komunikował się z nią przesyłając jej swoje myśli - Chcesz usunąć tatuaże Mijonija?
    - Tak.
    - Chodź. - powiedział brat, po czym ruszył przez plątaninę korytarzy.
    Kobieta poszła za nim. Po jakimś czasie na ścianch zaczęły się pojawiać mozaiki, zaczęli także mijać drzwi. Po jakimś czasie Ezehiel otworzył jedne z drzwi, wpuszczając ją do środka. Było to średniej wielkości pomieszczenie. W jego środku znajdował się kamiennym stół, oprócz niego w pomieszczeniu stał tylko niewielki chybotliwy stoliczek.
     - Rozbierz się - polecił jej brat, po czym wyszedł.
    Rebeka zdjęła kurtkę, bluzkę i stanik. Tatuaże Mionila miała wytatuowane na plecach. Położyła się na brzuchu na stole.
     Cisi Braci byli lekarzami Nocnych Łowców. Znali oni bardzo wiele zaklęć i ziół. Cisi bracia prowadzili także spis wszystkich Nocnych Łowców i ludzi którzy kiedykolwiek pracowali dla Bractwa.
      Po kilku minutach wrócił brat Ezechiel. Z torby przewieszonej przez ramię zaczął wyjmować równego rodzaju skalpele i noże a także zioła i słoiczki z równymi substancjami. Kobieta leżała spokojna. Była już torturowana kilkanaście razy...
 



  Kończę w bardzo dziwnym momęcie...tak wiem.
Wiem że ten "opis" siedziby Cichych Braci powinien nigdy nie ujrzeć światła dnia. Będę próbowała go jakoś poprawić.
   Kilka dni temu zamieściłam informację że będę zmieniała wygląd bloga. Ten szablon który jest teraz obecny, zostanie z nami do końca. Jak ktoś ma jakieś uwagi czy zastrzeżenia piszcie do mnie na gg.
 
 

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 17

   Lodowe golemy dość szybko przyprowadziły jej wilkołaka. Chociaż jednego z nich brakowało a inny nie miał reki i w tego torsie ziała dość spora dziura, inne tez nie wyglądały najlepiej, ale ich "rany" nie przeszkadzały im w poruszaniu się.
     Szybko uporała się z zahipnotyzowaniem Szóstego. Często miała problemy z owijaniem sobie wokół palca półdemonów, ponieważ te często ćwiczyły blokowanie dostępu do swojego umysłu. Natomiast Szósty nie miał o tym zielonego pojęcia.
      Plan Rebeki był dość prosty. Chciała się pozbyć wilkołaka a także oczyścić się z rzezi w lesie, teoretycznie to miała prawo do zabicia wampirów, ponieważ te zaatakowały ją pierwsze. Ale wolała nie być na liście podejrzanych. Szósty miał znaleźć wampiry które uciekły i je zabić.  A następnie zamordować jeszcze kilka osób w mieście. Rebeka miała powiadomić Bractwo Czarnego Sztyletu, ze wilkołak uciekł. Bractwo albo go złapie i zostanie osadzony o zamordowanie wampirów i zagrożenie ujawnienia istnienia Świat Nocy albo zabiją go na miejscu.
      Przemiana w miejscu publicznym i bezpodstawne zamordowanie wampirów przez wilkołaka, lub na odwrót to mocne zarzuty, karane śmiercią. Z resztą jak złamanie któregokolwiek z praw Świata Nocy. Nie ma kar więzienia czy grzywny, jest tylko kara śmierci lub uniewinnienie. Oczywiście każda sprawa jest rozpatrywana, wszystko odbywa się w jak w ludzkim sadzie, jest obrońca, adwokat, ława przysięgłych, są przesłuchiwani świadkowie, no i oczywiście jest również kat. Jeżeli zapadnie wyrok śmierci, jest on wykonywany natychmiast po rozprawie.
 

    Tak jak się spodziewała, następnego dnia po południu, na polanie wylądowały trzy gryfy. Gryfy różniły się trochę wyglądem od tych o których mówią legendy i mity. Gryfy swoim wyglądem przypominają połaszenie ssaka i ptaka. Po ziemi poruszają się na 4 uzbrojonych z szpony łapach. Całe ich ciała są porośnięte szaro-niebieskimi piórami. Tylko lwi ogon jest pokryty łuską odpowiadająca kolorowi piór.
       Na grzbietach 2 ze zwierząt siedzieli Nocni Łowcy. Tak jak się spodziewała Rebeka była to jej eskorta. Łowcy powiedzieli jej tylko ze Najwyższy strażnik chce się z nią widzieć. Dla kobiety powód jej wezwania był prosty: wczorajsza masakra.
      Po jakimś czasie prostego, spokojnego lotu, stworzenia zaczęły lecieć prawie pionowo w dół. Gdy przecięli pokrywę chmur, Rebeka zauważyła ze lecą prosto na wielki lodowiec. Nie przejęła się tym, to był jeden ze sposobów aby dostać się do siedziby Bractwa Czarnego Sztyletu. Drugim było przedostanie się tam portalem.
     Siedziba Bractwa Czarnego Sztyletu, była umiejscowiona w środku lodowca Antarktydy. Ludzie widzieli tylko klikukilumetrowy lodowiec, i nic poza tym. Jednak około kilometr pod powierzchnią lodu, krył się inny świat, ukryty przed ludźmi i większością demonów.
      Ściana lodu zbliżała się coraz bardziej 200 metrów, 100, 50, 25. Gdy mieli uderzyć w ścianę lodu , otworzyła się w niej kilkumetrowej szerokości szczelina. Mimo iż tunel miał ponad 10 metrów szerokości, skrzydła gryfów ocierały się o ściany. Tunel, często zakręcał, raz lecieli w górę a czasem w dół.
       Po jakimś czasie wylecieli z tunelu. Kobietę owiało ciepłe powietrze. przed nią rozciągały się ogromne połacie lasu, drzewa miały dość pokaźne rozmiary, rosły bardzo gęsto, tworząc ciemno -zieloną kołderkę. Jedno z drzew wyróżniało się spośród reszty, przede wszystkim było ogromne, miało kilkaset metrów wysokości. Sekwoje przy nim wyglądały jak wykałaczki. Był to Ojciec Puszczy.
       To dzięki temu drzewu możliwe było życie pod kilometrową warstwą lodu. Sprawiał on ze panował tu całoroczny umiarkowany klimat, podtrzymywał on przy życiu cały otaczający go las. Było to możliwe dzięki temu ze drzewo rosło bezpośrednio pod jedna z najpotężniejszych linii mocy, z której czerpało magię, swoimi korzeniami. Ojciec Puszczy tworzyło także iluzję nieba. Patrząc w górę nie widziało się lodu, tylko wiecznie jasne niebo z przepływającymi po nim leniwie chmurami. Drzewo tworzyło również iluzję słońca i księzyca, wytyczając pory dnia i nocy.
         Jeszcze przez jakiś czas lecieli nad lasem. W końcu gryfy wylądowały, na gigantycznej polanie, na której mieściły się 3 budynki. 2 z nich wyglądały bardzo okazale, były wykonane z czarnego kamienia, zdobiły je różne figury i płaskorzeźby. Większy budynek przypominał gotycki pałac,i był ogromny, mieścił kilka pięter. I do tego właśnie budynku skierowała się Rebeka.
        Przemierzała labirynt korytarzy, które wygadały tak samo. Na ścianach wisiały gobeliny i obrazy przedstawiające Nocnych Łowców, którzy szczególnie przysłużyli się Bractwu lub ważne wydarzenia z historii stowarzyszenia. Rebeka mijała także setki drzwi, jedne proste, inne misternie rzeźbione i ciężkie. Na 1 piętrze znajdowały się sale treningowe i schowki na bron. Na 2, 3 i 4 piętrze znajdowały się pokoje Nocnych Łowców. Natomiast na 5 piętrze kryły się pokoje najwyższych rangą Nocnych Łowców, Najwyższego Strażnika, a także laboratoria, gabinet Yeshola i pokój gdzie zbierała się Rada, w czasach kiedy działo się coś naprawdę złego. Ostatnio Rada zwołana została 158 lat wcześniej kiedy prawie doszło do wielkiej wojny pomiędzy wampirami,  wilkołakami i półdemonami które stanęły po obu stronach konfliktu.
        Wtedy zostały ustanowione prawa Świata Nocy. Ale mimo iż wojna została powstrzymana, wampiry i wilkołaki nadal nie pozostawały w dobrych stosunkach, i często dochodziło do krwawych starć pomiędzy tymi rasami, zazwyczaj młode dopiero co przemienione półdemony,które jeszcze nie do końca panowały nad swoimi drapieżnymi instynktami atakowały półdemony do których czuły niechęć. I właśnie dlatego każdy przemieniony półdemon dostawał opiekuna, aby ten pomógł mu poradzić sobie ze swoimi mocami i popędami. Ale nie zawsze się to udawało.
        W końcu stanęła przed drzwiami, Yeshola które były strzeżone przez 2 Nocnych Łowców, którzy patrzyli na nią krzywo. Zanim weszła, jeden ze strażników wszedł do środka i powiadomił Najwyższego Strażnika o jej przybyciu.
       Jak się Rebeka spodziewała, chciał on wiedzieć co się stało. Kobieta opowiedziała mu wersję która w większości była prawdą. Powiadomiła ona mężczyznę o tym ze Maggie zmarła na zawał, przemilczała sprawę z dziwna wizją i to ze wyprała mózg Szóstemu. Powiedziała mu ze w pewnym momencie Szósty pchnął ja srebrnym sztyletem i uciekł, a zanim ona się pozbierała mógł zamordować wampiry w lesie i ludzi.
      Wiedziała ze nie wierzy on jej, ale nie miał żadnych dowodów na to, ze jej wersja wydarzeń jest nieprawdziwa, Szósty miał potwierdzać podana przez nią wersję wydarzeń. Kobieta liczyła również na to ze wampiry będą chciały zemsty za zabicie pobratyńców. Zawsze korzystały z okazji aby przyczynić się do śmierci odwiecznego wroga. Przekazała także Najwyższemu Strażnikowi pewną wiadomość.
      - Korzystając z okazji, mam ci coś do zakomunikowania. Nie mam zamiaru dłużej służyć Bractwu Czarnego Sztyletu. - powiedziała to spokojnym głosem, myślała nad tym już od dłuższego czasu, kiedyś myślała ze Bractwo pomoże jej dowiedzieć się czym jest, czy gdzieś w świecie istnieją podobne jej stworzenia.
       - Co? - na twarzy Yeshola odbiło się zdumienie ,a następnie złość.
       - Nie będę dłużej wykonywać zadań dla Bractwa Czarnego Sztyletu. - każde słowo wypowiadała powoli i wyraźnie. Odłożyła na stół sztylet który miała schowany w cholewce buta, jego ostrze było wykonane z czarnego kryształu i lekko faliste, a rękojeść tworzyły a poskręcane węże. Każdy Nocny Łowca dostawał taki sztylet, kiedy zostawał pełnoprawnym członkiem Bractwa. Teraz kobieta oddawała go. Musiała jeszcze usunąć tatuaże widoczne tylko dla innych Nocnych Łowców.
       Po oddaniu sztyletu wyszła z gabinetu Yeshola i ruszyła korytarzami na zewnątrz, musiała pozbyć się tatuaży, chciała także sprawdzić jak miewa się Szósty.


Nie jadłam krakersów ani nie oglądałam ostatnio Thora, ale rozdział jest. I mam apel do moich czytelników: KOMENTUJCIE. Ja się tu męczę, pisze to opowiadanie i zabieram się do napisania drugiej historii( nowe opowiadanie na pewno napiszę "Historie Sztyletnicy" miały być pisane z moją "przyjaciułka" ale ta mnie wystawiła, i weź tu zaufaj ludziom), bardzo napaliłam się na te nowe opowiadanie. Wracając do komentowania, licznik mi ostatnio podskoczył z czego się bardzo ciesze ale komentujcie, plisss, chcę poznać wasza opnię.

Strasznie dziekuje Ci Klaudio za te rozmowy, chyba tylko dzięki nim jeszcze zyję i piszę : )

Ludzi którzy lubią historię nie z tego świata zapraszam na bloga: http://mroczna-kraina90.blogspot.com/
     

czwartek, 26 września 2013

Rozdział 16

Woda nagle zrobiła się nienaturalnie spokojna. Niebo pociemniało, chmury przysłoniły gwiazdy i księżyc. Coś się działo, ale Rebeka czuła tylko spokój, nienaturalny wręcz spokój.
    Nagle z wody wynurzył się najpierw wielki łeb a potem długie wężowe ciało. Był to wywern, ale nie Oarf. Jej przyjaciel był o wiele mniejszy od stwora przed nią. Musiał mieć kilka tysięcy lat. Gad wysunął czerwony, rozwidlony język smakując powietrze. Miał on jasnozielone łuski, wielkości talerzy. Głowa zbliżyła się jeszcze bardziej do niej. Jej jadowiciezielone oczy i krwistoczerwone tęczówki gada spotkały się. Otworzył on lekko paszczę, ukazując jej wielkie, ostre zęby i ponownie wysuwając język. Wywern zbliżył się jeszcze bardziej, kobieta cofnęła się, krótkimi szponiastymi łapami oparł się o brzeg.  Rebeka usłyszała w głowie głos przypominający warkot " Ojciec chcę cię widzieć".
     "Ojciec", kobieta nigdy nie poznała żadnego ze swoich rodziców, pewnie było to dziwne i śmieszne ale 348 lat temu obudziła się pod postacią smoka w Hamunaptrze, mitycznym  mieście umarłych. I do tego nie pamiętała jak się tam znalazła, w ogóle nie pamiętała nic z przed swojego "przebudzenia" jak to nazywała. Po opuszczeniu Hamunaptry, nie mogła znaleźć ponownie tego miejsca, zupełnie jakby zapadło się pod ziemię. Przez wiele dziesięcioleci szukała istot sobie podobnych, zarówno w mitologiach jak i wśród żyjących demonów. W mitologi greckiej trafiła na mit o Lamii, kochance Zeusa. Według mitu Hera, zona Zeusa, zabiła dzieci Lamii, zrozpaczona matka  przeobraziła się w potwora, jednak potrafiła zmieniać się w piękną kobietę aby uwodzić mężczyzn.
       Potwór warknięciem zwrócił na siebie jej uwagę. Usłyszała ten sam warkotliwy głos " Wsiądź na mój grzbiet". Kobieta wykonała polecenia smoka, który położył się na ziemi aby ułatwić jej wdrapanie się na swój grzbiet. Za głowa stwora znajdował się grzebień, który ułożył się wzdłuż ciała. Kobieta zacisnęła kolana na bokach stwora, jego łuskowata skóra była śliska i złapała się kolca przed nią. Nagle poczuła coś jakby liny oplątywały się wokół jej nóg, jednak gdy spojrzała w dół nie zauważyła niczego. Magia, pomyślała. Mimo tego co się działo, Rebeka czuła tylko spokój, ten cholerny spokój.
       Kiedy wywern podnosił się do lotu, Rebeka wstrzymała oddech, i zatrzymała go, sama nie wiedząc dlaczego, to był jakiś odruch. Kiedy stwór wyrównał lot, zaczęła normalnie oddychać. Rebeka wiedziała co robić aby nie spaść z śliskiego grzbietu, kiedy smok gwałtownie skręcał łub koziołkował. Było to dla niej jakieś naturalne, jakby latała na smokach przez całe życie.
        Może to dlatego ze sama potrafię zmieniać się w smoka, pomyślała. Gad wznosił się powoli, co jakiś czas wyrównując lot, w końcu znaleźli się ponad pokrywą chmur. Tutaj było zdecydowanie jaśniej niż na ziemi, słonce rzucało złote blaski na chmury. Shiereen czuła ze zbliżają się do celu, chociaż nie wiedziała czym lub może kim jest ten "cel". Nagle smok zawarczał, a następnie wydał wściekły ryk.
        Rebeka z powrotem znalazła się w bibliotece w swoim pokoju. Pierwsze co poczuła to ból promieniujący z klatki piersiowej. W jej sercu tkwił sztylet który wcześniej wbiła Szóstemu w rękę. Kobieta złapała rękojeść srebrnego ostrza i jednym silnym ruchem wyszarpnęła je ze swojego serca.
        Taki cios, i to jeszcze srebrnym ostrzem powinien zabić zarówno demona jak i półdemona, nawet bardzo starego. Jednak ona miała różne orginalne zdolności: widziała śmierć, potrafiła przejrzeć człowieka czy demona po spojrzeniu mu w oczy, nie musiała wchodzić mu do głowy, jak to robi większość stworzeń nocy. Potrafiła także hipnotyzować zarówno głosem, lub parząc swojej ofierze w oczy. Miała jeszcze wiele innych nietypowych cech, co sprawiało ze miała niewielu wrogów, żaden doświadczony czarownik czy demon nie ośmieliłby się jej zaatakować. Zazwyczaj na tyle głupi by to robić były młode półdemony, które myślały ze są wszechmocne, mogą wszystko, ale większość z nich kończyła podobnie jak wampiry które dziś ja zaatakowały.
        Kobieta zabrała rękę z planszy Quinja, czaszka świeciła się zielonym blaskiem, to była nowość.        Rebeka zaledwie 2 razy używała planszy Qunja i to był ten drugi raz. Przywoływanie martwych dusz było dość proste, nawet zwykli ludzie potrafili to robić lecz mogło mieć katastrofalne skutki. Plansza otwierała wrota do innego wymiaru, z którego mogą skorzystać każdą dusza czy demon, nawet najbardziej doświadczeni nektromanci nie wiedzieli czy wezwą to z czy chcą rozmawiać.
       I to chyba właśnie się jej przytrafiło, zamiast ducha wezwała jakiegoś demona. Będę musiała podziękować Szóstemu, pomyślała. Najwyraźniej ból musiał sprowadzić ją z powrotem. Poczekała aż rana całkowicie się zagoi, po czym wyszła na zewnątrz. Na podłodze w domu i na śniegu widać było ślady krwi.
       Kobieta cicho wypowiedziała zaklęcie, śnieg zaczął się podnosić i wirować. Płatki białego puchu stapiały się ze sobą, tworząc 4 sylwetki przypominające ludzkie. Nie dało się rozpoznać ich płci ponieważ postacie były zdeformowane i nie miały twarzy.    
       Shiereen rozcięła sobie palec i na czole, każdego z golemów narysowała krzyże. Następnie wydała im odpowiednie rozkazy i wróciła do domu. Starła krew i schowała tablice Quinja w bezpieczne miejsce, po czym wygodnie rozsiadła się w starodawnym fotelu w bibliotece. W kominku rozpaliła zielony, magiczny ogień.
      Nie skończyła jeszcze z Szóstym.





     Gdyby ktoś za bardzo nie wyczuł o co mi chodzi z tym ze Rebeka tak nagle znalazła się w bibliotece to już wyjaśniam.
      Po tym jak Rebeka dotknęła tablicy, zaczęła się ta jej wizja, ale ona sama tego nie wyczuła, myślała ze to jest nadal rzeczywistość. Tak więc, ta cała akcja z tym wielkim wywernem to była tylko wizja Rebeki, Szósty żyje ( jeszcze), a kobieta ma chytry plan jak się pozbyć wilkołaka który za dużo wie.
    Pisze to bo wymyśliłam to dopiero dziś, i nie wiedziałam czy wszyscy wyczają o co mi chodzi. Jeżeli ktoś mnie nie zrozumiał( nie zdziwię się jeżeli ktoś tego nie zrozumiał) możecie do mnie pisać na gg lub w komentarzach.

sobota, 21 września 2013

Rozdział 15

Rebeka była na zewnątrz, za nia stał Oarf, jego ciepły oddech zmieniał się w wielkie kłęby pary na nocnym powietrzu. Wywern patrzył bez większego zaciekawienia na człowieka bez jednego palca, który został dopiero co odcięty, mężczyzna był przytrzymywany przez dwa golemy. Patrzył z nienawiścią, na kobietę, próbując się wyrwac z uścisku potworów.
        - ...Zasady gry są bardzo proste. 5 km na północ z tąd - wskazała palcem odpowiedni kierunek - płynie strumyk, jeżeli uda ci się dostać na drugi brzeg, zanim dopadnie cię Oarf, pozwolę ci odejść.- pogłaskała wywerna po pysku - Normalnie ludziom daje ludziom minutowe fory, ale ty możesz zmienić swoją postać, chociaż i tak masz małe szanse na przeżycie. Jakieś ostatnie słowa?
        - Idz do diabła. - warknął Szósty
        Rebeka uśmiechnęła się.
        - Vadat (puścicie go) - zwróciła się do golemów. - Cummittitur tempore venatio (polowanie czas zacząć) - rzuciła odwracając się i idąc do domu.
       Za nią podążały golemy. Rebeka odesłała je do ich celi. Następnie skierowała się do biblioteki, na stole leżał zakrwawiony sztylet,  tabliczka Qija, pirerścionek Maggie, a także woreczek w którym wcześniej były włosy Maggie. Teraz materiał z którego był wykonany woreczek, był przesiąknięty krwią. Kobieta znalazła czysta kartkę, wzięła pióro i kaligraficznym pismem napisała na niej kilka skomplikowanych poskręcanych znaków. Było to coś w rodzaju wypowiedzenia ze służby Bractwu Czarnego Sztyletu.
      Rebeka otworzyła okno i mentalnie wezwała czarnego ptaka, tyle ze tym razem nie był to kruk a sowa. Miała ona około pół metra wysokości, czarne pióra i niepokojące, duże. oczy. W kolorze zaschniętej krwi. Kobieta zawiązała papier wokół nóżki ptaka, natomiast woreczek z "prezentem" dla Yeshola. Następnie wysłała do umysłu ptaka drogę jaką ma przebyć i to kto jest nadawca wiadomości.
       Później poszła na górę się wykąpać. Idąc po schodach usłyszała w oddali potężny ryk. Nie przejęła się tym zbytnio. Pewnie Oarf dobrze się bawi, pomyślała.
      Rebeka znalazła Oarfa w pewnej jaskini, leżało tam kilka gigantycznych szkieletów. Pośród kości smoków znalazła czarny kamień, wyczuła ze jest w nim żywe stworzenie. Słyszała legendy o tym ze smocze jaja moga przetrwać setki lat, jako kamienie. Inna legenda mówi o tym ze każdy smok wybiera sobie jeźdźca, i wykluwa się wtedy gdy ten jest w pobliżu. W każdej z tych legend było trochę prawdy.
     Gdy tylko Shiereen położyła rękę na kamieniu, i włączyła swój rezonans aby wyczuć co jest w środku, jajo zaczęło pękać i wykluł się z niego wywern. Rebeka poczuła ze między nią a gadem formuje się więź. Oboje zostali w jaskini na kilka dni. Okazało się ze wywern zna wiele języków starożytnych i ma bardzo dużą wiedzę o świecie, ale nie współczesnym tamtym czasom lecz starożytnym.  W ciągu kilku dni gad przyjął kilkunastomertowy rozmiar. Shiereen chciała aby ruszył w swoją stronę, ale Oarf chciał zostać przy niej. Rebeka kilkakrotnie prowadziła go do miejsc gdzie zamieszkiwały wywerny, ale Oarf chciał zostać przy niej. Wtedy Rebeka kupiła dom w którym obecnie mieszka i kazała wykuć krasnoludom podziemną salę. Oarf ma zdolność zasypiania na długi czas, nawet na kilka lat, wykorzystała tę zdolność do tego by móc trzymać go w podziemiach. Co jakiś czas wypuszcza go by trochę polatał i zapolował.
     Ryk powtużył się, tym razem był o wiele głośniejszy niż poprzedni. Był bardziej przenikliwy był jakby... wezwaniem, ale nie był to ryk Oarfa. Była tego pewna.  Tatuaż na jej łydce zaczął pulsować, i Rebeka dałaby sobie głowę uciąć ze się poruszył.
    Kolejny ryk, przenikał do jej umysłu, wzywał ją.
    Wyszła z kąpieli, i szybko ubrała się.  Próbowała przeciwstawić się temu wezwaniu, ale nie mogła. Coś ją wzywało, a ona nie mogła przeciwstawić się temu rozkazowi. Walczyła sama ze sobą, i przegrywała te walkę. Korzystając ze swoich nadnaturalnych zdolności szybkiego biegu, w ciągu kilku minut znalazła się  o 27 km od swojego domu. Była zmęczona, jak to nazywała "pęd", był wykańczający. Rebeka łapczywie pochłaniała powietrze, jeżeliby chciała potrafiła nie oddychać przez kilka godzin, ale oddychając szybciej regenerowała siły. Spojrzała na miejsce gdzie się znajdowała. Był to klif, spieniona, ciemna woda raz za razem rozbijała się o skałę. Nagle woda kilkanaście metrów od brzegu zaczęła bulgotać i pienić się, tak jakby coś dużego wypuszczało powietrze. Rebeka widziała już coś takiego, na oceanie Spokojnym, zaraz przed wynurzeniem się Krakena.




   Wiem ze to glupie. Dopiero co zawiesiłam bloga a tu po kilku dniach go odwiesiłam. Ah co powiedzieć już tak mam. Wczoraj ogladałam Thora na TVN i dostałam takiego ataku weny  ze musiałam coś napisać, będę prowadziła obydwa blogi. Pierwsza notka na " Historiach Sztyletnicy" najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu.